galeria
*K U L U A R Y*
archive:
2012
styczeń
2011
grudzień
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2009
marzec
2008
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
maj
luty
2007
październik
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2001
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec


links:

istnieją
Agatha
Andy
Berenicca
Bibum
Bonia
Dorotka
Endo
Gale
Inny
Kay
Krystyna Janda
Magdus
Maja
Matka mojego dziecka
Matka zastępcza
Mjr-s
Nie-kobieta
Ostry
Psychoterapia
Skafander
Studium- Tęsknoty
Xserka
Za-co-on-sie-obrazil
Zefir
Zimno
Żona mnie opierniczyła




STOWARZYSZENIE NIGDY WIĘCEJ


...y Próspero Año Nuevo!

Jeśli ostatnie całowane usta w starym roku są pierwszymi całowanymi w nowym i jeśli są całowane wbrew rozsądkowi, ale z szaleństwem w sercu, to co mi to wróży na kolejne 364 dni?

Jeśli rozsądek przytacza logiczne uzasadnienia, lista na „tak” jest bardzo długa, lista na „nie” ma zaledwie kilka punktów, ale serce uparcie milczy i nie zgadza się na bycie argumentem we wzorze matematycznym, to używać magii, czy się poddać?


Taki jest początek. Znowu trudny i nieprzewidywalny. Wypełniony niepewnością, ale i wolą walki o sens kolejnych 12 miesięcy. Przetrwałam gorsze chwile, wstałam silna po większych załamaniach, przeszłam trudniejszymi ścieżkami i znajdowałam sen w mroźniejsze noce. Dlatego dzisiejsze rozterki są tylko słodkie i miękkie jak kisiel.




bunny 2012-01-01 22:41:24
skomentuj (0)

Dotyk, zapach, smak, dotyk i zapach i smak i dotyk

 

Żadne usta nie miały takiego smaku, skóra tak nie pachniała, dotyk nie powodował szaleństwa, nigdy aż tak. Nigdy aż tak.

Nigdy nie było to bardziej zakazane, niewłaściwe, grzeszne. Cały świat zdołaliśmy okłamać tym nienasyceniem.

Nigdy nie chcieliśmy przestać. Nigdy nie zdołaliśmy ochłonąć. Nigdy nie było dość. Nigdy nie mogliśmy mieć siebie na zawsze.

Ja wiem, że zabraknie słów
Ale mimo to chcę pożegnać się
Pomyśl, że dana była nam
Tkliwość, która trwa
Dłużej niż jedno życie

Choć nie obiecuję Ci
Że powrócę tu
By znów
Dotknąć Twoich ust
Wiedz, że Ty to me jedyne Niebo
Ty to me, Ty to me (AMJ)


bunny 2011-12-15 22:48:32
skomentuj (1)

przestań

się torturować!

Cała radość, której szukasz
Całe szczęście, o które się modlisz
Jest bliżej niż myślisz
Jest tylko sto łez od ciebie
bunny 2011-10-20 22:36:36
skomentuj (0)

czy
 
jeśli wszystko jest z góry przesądzone, to można nadal mówić o dokonaniu wyboru? Po co idzie się tam, gdzie na końcu nie ma nic?

bunny 2011-10-09 20:05:12
skomentuj (0)

desperately calling all angels
życie już zupełnie wymknęło się spod mojej kontroli

bunny 2011-09-28 22:31:15
skomentuj (0)

a w inne dni
jestem po prostu bezsilna


bunny 2011-07-23 13:17:48
skomentuj (0)

sąd ostateczny nad koroną

Krok po kroku nadzieje zmieniam w rzeczywistość. Powolutku, bo to proces z harmonogramem rozpisanym na najbliższy rok, ale konsekwentnie realizuje się wszystko, co zostało zapisane, powiedziane, przemyślane. Zastanawiam się, ile z tego wszystkiego jest rezultatem mojej ciężkiej pracy, a ile rezultatem szczęścia, którego najwyraźniej mi nie brakuje, choć czasem w to wątpię. Jak to ja.

Zgubą ludzi ambitnych jest to, że stawiając sobie wysoko poprzeczkę dążą do celu i w chwili, gdy zostaje on osiągnięty są niepocieszeni, bo najwyraźniej cel był zbyt łatwo osiągalny. Kolejna poprzeczka ląduje znacznie wyżej i znowu sukces częściowo rozczarowuje, bo zadanie nie sięgnęło  kresu możliwości. I tak bez końca, aż do momentu całkowitego wypalenia, bo ileż można walczyć o zaspokojenie ambicji. Czuję, że do wypalenia mi daleko, ale poprzeczki, które ustawiam, są już na takim poziomie, o jakim nie śmiałam marzyć.

Dwa wydarzenia minionego tygodnia są godne zapamiętania. Nareszcie oficjalnie i przez najwyższe władze zostałam koronowana. I tak, jest to niewiarygodne wyróżnienie i gigantyczna satysfakcja. Oto ja, maleństwo chore na brak wiary w siebie zostaje namaszczone przez najważniejsze osoby w organizacji. Ludzie, których podziwiam, którzy naprawdę wiele osiągnęli, z których ja chcę brać przykład są ze mnie dumni, powierzają karkołomne i ogromnie ważne zadanie, wierząc, że osiągnę sukces. Mam ich pełne poparcie i wsparcie. Od wyniku mojej pracy zależy los wielu osób. To jeszcze nie Mt. Everest, ale śmiało mogę powiedzieć, że pierwszy szczyt Korony Ziemi zdobyłam. Wdrapywałam się sama, trochę mnie wciągano, brakowało tlenu i po drodze było kilka ofiar. Jednak dziś w pełnym słońcu stoję na szczycie i dumnie się rozglądam. No właśnie, czy aby na pewno dumnie? Na drugiej szali stoi człowiek uważany za społeczną kalekę, acz eksperta w swojej dziedzinie. Społeczna kaleka nie umie ułożyć sobie poprawnych relacji z ludźmi, nie umie się komunikować na akceptowalnym poziomie, jest odludkiem, złośliwą gnidą, zakłamanym, nieszczerym robalem i najgorszej wody hipokrytą. I ten człowiek ma mnie za nic. Mnie oraz wszystko to, do czego doszłam. Moja reakcja? Po jednej stronie człowiek, który świata poza mną nie widzi, po drugiej on, a po środku ja, na tym moim szczycie rozpościeram skrzydła, z czego jedno właśnie opadło, a drugie intensywnie gubi pióra.


bunny 2011-07-03 14:22:31
skomentuj (1)

adopt your own virtual pet!

{smscontact}